Maleńki punkcik zagubiony w bezmiarze Południowego Pacyfiku, oddalony tysiące kilometrów od stałego lądu, czy też większego archipelagu, jest miejscem na mapie bodajże najbardziej owianym tajemnicą. Z rzadka zaglądają tutaj turyści. Wyspa Wielkanocna nie leży bowiem na trasie najbardziej uczęszczanych szlaków turystycznych.

Połączenie z lądem stałym utrzymywane jest przez Chilijskie Linie Lotnicze Lan Chile. Jednak zaporowa cena biletu skutecznie przerzedza tłumy. Na wyspę docierają najbardziej dociekliwi globtroterzy. To dość specyficzny gatunek turysty. Są to przeważnie ludzie, którzy oprócz blichtru tego świata chcą także obejrzeć świata cienie, próbując jednocześnie dotrzeć do jądra tajemnicy, zagadki życia: przemijania, wzrostu i upadku kultur, dla których jedna noc spędzona pod rozgwieżdżonym niebem tajemniczej wyspy, więcej znaczy niż całe tygodnie zbytku, luksusu i wygody w najlepszych nawet kurortach. Ale trudno się temu dziwić. Wyspa wabi i nęci swoją zapisaną pismem klinowy, pełną dwuznaczności i znaków zapytania historią. Im dłużej trwa pobyt, im więcej pada pytań, tym mniej jest na nie odpowiedzi. Stąd owa aura niedopowiedzeń, która unosi się nad wyspą niczym gęsta mgła przepędzona czasem wiatrem aby tylko nieraz odsłonić fragment większej całości. Wiedza o wyspie jest bardzo fragmentaryczna. Cały czas trwają intensywne prace archeologiczne jednak do całkowitego rozwikłania zagadki jeszcze daleko. Minie jeszcze sporo czasu zanim słynne posągi staną wszystkie naraz karnie w szeregach twarzami zwróconymi ku wnętrzu wyspy. Część z nich leży nadal pokotem położona podobno olbrzymimi falami tsunami - ale niekoniecznie musi to być prawda. Część pozostaje nadal na zboczu wulkanu w pozycji przepoczwarzania się z niezdarnej bryły wulkanicznej, tufu w posąg co ma duszę i ludzki kształt, ponadnaturalnej wielkości. Kiedy ogląda się taką postać z bliska, wyczuwalny staje się jej swoisty magnetyzm. Zaciśnięte, nieme usta milczą, natomiast wyłupiaste oczy patrzą półprzytomnie ponad obserwatorem w otwartą przestrzeń. Odnosi się wrażenie ze ich wzrok sięga hen, gdzieś za horyzont, do miejsc skąd ruszyli podobno ludzie którzy tu przybyli i którzy posągi stworzyli. A może patrzą tam dokąd w końcu ci ludzie odeszli. Niesamowita to sceneria, zagadkowe postacie trwają na swych posterunkach za dnia, ale także w czasie kiedy znienacka zakrada się tropikalny mrok na wyspę. Właśnie w takiej chwili gromadzą w sobie chyba największy ładunek ekspresji. Czarne postacie wielkoludów z białą grzywą morskiej piany w tle zdają się bezwzględnie dominować i panować nad wyspą, l nawet kiedy w gęstniejących ciemnościach nikną wszystkie inne kształty i kontury, posągi są nadal rozpoznawalne. A kiedy w końcu na niebie zajarzy się łuna gwiazd kamienne postacie jako pierwsze odbiją ich blask, białkami oczu co patrzą ponad, gdzieś tam......l wtedy nie ma wyjścia, należy odłożyć na bok przewodnik z uczonymi hipotezami historii wyspy. Należy położyć się na wznak na nigdy tutaj nie koszonej trawie, spojrzeć w niebo właśnie i z gwiazd spróbować odczytać przeszłość, teraźniejszość i przyszłość wyspy. Ale nawet przy najjaśniejszym nieboskłonie trudno o całkowite rozjaśnienie tajemnicy. Wielu globtroterów zostaje tutaj na kolejną noc. Być może liczą na to, że któryś z posągów w końcu przemówi i wyjawi całą prawdę o tym niezwykłym miejscu. Pewnie nie nastąpi to prędko. Ale może to i lepiej. Wyspa Wielkanocna była, jest i powinna pozostać do końca świata WIELKĄ NIEODGADNIONA.


Chcesz spełnić swoje marzenia i odwiedzić Wyspę Wielkanocną KLIKNIJ TUTAJ !