Jest taka kraina, gdzie noc się staje dniem. Księżyc jednoczy się ze słońcem, a chmury urzekają gwiazdy. Świat wówczas zamiera wpatrzony w taniec nieba i człowiek kamienieje. W zawrotnym tempie przyciąga go do swego łona Ziemia, by znieruchomiał na zawsze. Stopy bezwzględnie wtapiają się w urodzajny grunt, noszący jeszcze w każdej grudzie ziarna siewu praprzodków, ślady pierwszych twórców pokoleń. Żywe pozostają tylko oczy, źrenice jako jedyne niemo podążają za szumem i uczestniczą w chwili, gdy łodzią światłości płynie słońce. Jest taka kraina, gdzie dzień staje się nocą. Zwierzęta budzą się wtedy do swej codziennej ciemności. Idą wzdłuż nocy aż na skraj samotności, gdzie łączą się w pary, tak jak wartkie rzeki tworzą rozlewiska w dolinie. Wędrują wśród cieni swych grzbietów ugiętych pod ciężarem czujnych gwiazd. Z pomrukiem dobywającym się z wnętrza snu mijają czas, zaklęty w ludzkie postacie, wbite stopami w ziemię od chwili zaćmienia dnia nocą. I kroczą dalej, w poprzek świadomości, szarpiąc pazurami tajemnicę realizmu, znaczą swe terytorium. Nie zostawiają żadnej granicy między pozorem a prawdą, światłem a ciemnością, nocą a dniem. Jesteśmy w Meksyku. Huk spadającej wody dochodzi z Palenque. Głos piętrzy się i nawarstwia, ciągle rośnie, pnie się w górę wodospadu. Huczy na całej wysokości.  Podążamy za nim wstecz, aż do 615 roku. Majowie biją w bębny i grają na rogach w tej doniosłej chwili. To wtedy dwunastoletni chłopiec, Pascal, objął władzę nad miasteczkiem. Wyniesiony na tron otrzymał figurki bogów, mające czuwać nad jego rządami i wspaniałe ozdoby z jadeitu. Jednak, by stał się „halah uinic”, czyli, według Majów, prawdziwym człowiekiem i władcą, musiał być okupiony krwią innych śmiertelników. Podczas ceremonii objęcia władzy, straciło głowy wielu niewolników. Kobiety przeciągały przez język powróz z wplecionymi kolcami, by upuścić boskiego pierwiastka. A Pascal przybrany w skórę jaguara, żył i uświęcony ich krwią rozpoczynał swe panowanie. Jako władca był uważany przez Majów za potomka samych bogów. Miał przed sobą ich wierność i nowe królestwo – potężny płaskowyż, porośnięty dżunglą i otoczony niskimi wzgórzami, za którymi rozciąga się przepiękna równina. Tylko od niego zależało, czy doprowadzi je do rozkwitu i bogactwa. Jako członek królewskiej rodziny nie mógł zawrzeć związku z kobietą z niższej klasy społecznej. Byłoby to świętokradztwem. Pascal ożenił się ze swą matką i siostrą. Był to powszechnie przyjęty zwyczaj. Na portretach w świątyniach Palenque członkowie królewskiej rodziny przedstawieni są różnymi deformacjami ciała, do których doprowadziło kazirodztwo. Tymczasem mieszkańcy miasta celowo deformowali swe twarze. Ideałem piękna był wydatny orli nos i spłaszczone czoło. Dlatego już niemowlętom ściskano czaszki dwiema deseczkami i łamano im kości nosa. Dziewczynkom umieszczano u nasady nosa kawałki jadeitu, aby wywołać zeza, wyznacznik kobiecej urody. Mężczyźni piłowali zęby i zdobili swe twarze bliznami. Tak opisuje społeczeństwo Palenque hiszpański biskup Diego de Landa. My, współcześni, możemy dziś sami ocenić, co uczynił ze swym miastem Pascal i jego następcy. Na placu obrzędowym niewzruszenie stoi wspaniała Świątynia Liściastego Krzyża z kamiennymi grzbietami na szczycie. Imponujący jest pałac arystokracji wyposażony w ukryte akwedukty i wieżę przeznaczoną do obserwacji astronomicznych. Na ścianach pałacu znajdują się stiukowe rzeźby i podobizny Pascala. Są także inne płaskorzeźby – przedstawiające sześciu „braci krwi” władcy, mężczyzn, których zabito, by towarzyszyli mu w drodze przez zaświaty. Pascal został pochowany w grobowcu pięknej piramidy, którą za życia sam dla siebie zaprojektował. Schodzimy dwadzieścia pięć metrów w dół, by spojrzeć na sarkofag czcigodnego władcy, na którym odpowiedzialność za lud spoczęła, zanim stał się mężczyzną. Tutaj kapłani ozdobili całe jego ciało jadeitem, który uważali za święty minerał ze względu na barwę. Zieleń minerału kojarzyła im się z potęgą dżungli, w której żyli. Przed ostatnią drogą wyposażyli go w to, co było dla nich najcenniejsze. Mimo upływu setek lat. Świątynia Inskrypcji pozostała niezniszczona aż do naszego przybycia. Ulewne deszcze przyspieszyły ekspansję dżungli, która błyskawicznie ukryła budowlę swym ogromem i ocaliła przed oczami ciekawskich. W ciągu swego prawie siedemdziesięcioletniego panowania Pascal doprowadził Palenque do rozkwitu, stworzył miasto prawdziwie idealnych proporcji. Lecz udało mu się dokonać czegoś jeszcze. W środowisku archeologów niepodważalna wydawała się teoria, że piramidy meksykańskie były tylko cokołami świątyń przeznaczonych do obrzędów, a nie grobowcami. Meksykanin Alberto Ruz tryumfalnie obalił tę tezę. W 1949 roku przyjechał do Palenque i okrył grób Pascala w Świątyni Inskrypcji. Palenque to miejsce magiczne, w 90% nieodkryte. Ile grobowców, świątyń i legend wzięła pod swą opiekę? Może nie starczyć naszego życia, by tego się dowiedzieć. Lecz na tym polega magia Palenque. W dżungli, gdzie dzień się staje nocą, czasy Pascala ożywają w mojej wyobraźni.

Aby dowiecieć się więcej o wyprawie kliknij tutaj.