preloader

"Korea Północna widziana oczyma turysty" - reportaż Mirosława M

Dlaczego akurat Korea Północna pytam pasjonata podróży i fotografii Mirosława Mokrzyckiego Mirosław Mokrzycki: Chciałem zobaczyć to, czego zwyczajny człowiek zobaczyć nie może. To, co widzimy w telewizji, to bardzo często... inna prawda.

Chciałem zobaczyć ostatnią dyktaturę na własne oczy - nie z przymrużonym okiem Media nie pokazują prawdy o północnokoreańskiej rzeczywistości?

 Jakiś czas temu polski dziennikarz powiedział, że dostał akredytację w Korei Północnej i może zrobić zdjęcia wszędzie niby . A ja pamiętam taką sytuację, że jedna z podróżujących źle się czuła, została w pokoju hotelowym i miała z nami nie jechać. Kierowca autobusu wyłączył silnik i mówi: ale ona nie może nie jechać. - Jak to? Przecież się źle czuje. - Ale ona nie może zostać sama. Muszę zadzwonić, żeby przysłali dwóch przewodników , żeby nie złamać zasady , że nie można indywidualnie zwiedzać miasta . Więc ten dziennikarz też dostał dwoje  przewodników  ,i co mógł zrobić? Tylko mógł robić bardzo oficjalne zdjęcia . Koreańczykom bardzo zależy na tym żeby relacje z podróży pokazywały piękno ich kraju i tak też są organizowane wycieczki więc nie ma od tego odstępów .  Od zachowania grupy zależy czy w tych ramach pozwolą nam na trochę więcej , czy będą się trzymać ściśle zasad .

Jak sprawić, żeby opiekunowie pozwolili nam na trochę więcej ?

Najważniejsze to trzymać się zasad i nie zadawać pytań, na które i tak albo nie mogą odpowiedzieć, albo o czymś  nie wiedzą i próbując odpowiedzieć czują się zakłopotani i przez to stają się bardzo oficjalni .

Przejeżdżaliśmy raz obok pięknej piaszczystej plaży. Mówię, że kiedy jest ciepło, to chyba przyjemnie się wypoczywa. Opiekunka na to: nie, to nie jest plaża do wypoczywania, wypoczywamy gdzie indziej. Jedziemy dalej i widzimy ogrodzenie z drutów , które długo się ciągnęły odgradzając swobodne dojście do morza . Nie dopytywaliśmy , bo wiedzieliśmy ze Koreańczycy grodzą wszystkie swoje granice , ponieważ obawiają się desantu obcych wojsk . Ale pytaliśmy z kolei, jaki jest model opieki zdrowotnej , jak wyglądają śluby.

I nam odpowiadali - że jest lekarz rejonowy, że jeśli trzeba leczyć lekami, których w Korei się  nie produkuje, to pacjent musi sam za nie płacić , a leki miejscowe są za opłatą symboliczną . Jak lekarz rodzinny nie może wyleczyć , to daje skierowanie do specjalisty . Małżeństwa to - mówiła opiekunka - akt urzędowy, bez uroczystego charakteru -podpisanie papierka , a tz.wesele , to przyjęcie , które odbywa się u pani młodej , a potem u pana młodego . Powoli wchodzi moda na wspólne przyjęcie w jakimś lokalu ,i nie ma tam wesel podobnych do naszych , ponieważ to by bardzo drogo kosztowało .

Na nasze pytania , które dotyczyły życia codziennego wyjaśniali nam wszystko bardzo chętnie . Np.  system ubezpieczeń u nich dopiero startuje , jednak jak ktoś ma problemy finansowe , bo np. stracił pracę na skutek choroby , to wtedy pomaga takiej osobie rodzina a w Korei są bardzo silne więzy rodzinne i na rodzinę można zawsze liczyć . Czy istnieją rozwody w Korei ? Tak istnieją , ale są bardzo źle widziane i wynika to właśnie z powodu , że rodzina powinna być monolitem ale takie mocne więzy rodzinne wynikają jeszcze z kultury wschodu .Na pytanie  le kosztuje mieszkanie odpowiedź była taka , że mieszkanie dostaje się od państwa i trzeba zapłacić jakąś symboliczną sumę za klucze . Czynsz to około 8 euro , media 5 euro , ale jak się chce opuścić takie mieszkanie , to zwracana jest zapłata za klucze i mieszkanie jest przydzielane kolejnej rodzinie . I dostaliśmy też niecodzienną informację , że poza rowerem , rzeczami użytku osobistego , tv , to prywatnie można mieć jeszcze samochód , bo meble już nie , ponieważ mieszkania są przydzielane z meblami .

Trudno się dostać do Korei Północnej?

Czegoś takiego jak turystyka indywidualna w Korei Północnej po prostu nie ma i nikt kto by tak chciał podróżować nie dostanie wizy . Żona i ja jechaliśmy z biura podróży Logos Travel Marek Śliwka... wraz z trzynastoosobową wycieczką. Biuro podróży Marka Śliwki  maja chyba najlepsze relacje  biurem turystyki w  Korei Północnej i ich program jest najbardziej bogaty , ale i oni robią tylko kilka takich wypraw w roku , bo jest limitowana ilość podróżnych , przez Koreańczyków . Po zapisaniu się na wycieczkę , dostaje się  wniosek wizowy. Kilka  kartek A4, a tam pytania: co robisz, co robiłeś kiedyś, gdzie mieszkasz, czy od zawsze. Bardzo szczegółowe i nie wiadomo, jaka odpowiedź jest dobra. Później koreański  opiekun wycieczki powiedział nam, że jeśli ktoś napisze w tej ankiecie, że jest dziennikarzem, to wizy nie dostanie. Mówi tak: my wam pokazujemy wszystko, co najlepsze, a wy później robicie zdjęcia, na których jest wszystko, co najgorsze ,i później ukazują się takie zdjęcia  w waszych mediach, a to jest nieprawda. Ja się po części z tym zgadzam, bo nigdzie nie jest jednorodnie. Każde państwo ma lepsze i gorsze strony. I byłem w krajach, gdzie żyje się gorzej - spalona ziemia, środek pustyni, lepianka czy też szałas, brak wody . Ale i w Polsce są miejsca gdzie turystów nie wożą , bo typowa trasa wycieczek po Polsce, to Kraków , Wieliczka , Warszawa , a nie tereny wiejskie po pgrowskie , gdzie jest strukturalne bezrobocie i jest po prostu smutno i biednie , więc nie trzeba jechać do Korei , żeby zobaczyć to , czym  żadne państwo nie chce się chwalić  .

Jak wycieczka po Korei Północnej wygląda w praktyce?

Po odprawie na lotnisku dostaliśmy dwóch przewodników - kobietę i mężczyznę . On mówił po polsku, bo był w Polsce i się uczył polskiego , ona mówiła po

angielsku, ale też polski rozumiała ,oraz   kierowca autobusu. Przez całą

jedenastodniową wycieczkę jeden raz w Phjonjangu zdarzyło nam się pójść dokądś pieszo, bo opiekunka grupy uznała, że ma do nas zaufanie.

Wszędzie jeździliście autobusem?

 Chodzenie pieszo, i to samemu, w ogóle nie wchodzi w grę. Przyjeżdżamy na miejsce, które mamy zobaczyć  , a następnie  wsiadamy do autobusu i jedziemy dalej do kolejnego miejsca .

Gdy  weszliśmy  po raz pierwszy do autobusu , to opiekunowie się z nami przywitali i od razu przedstawili nam zasady jakie będą obowiązywały podczas całej wycieczki . Czyli w jaki sposób będziemy się przemieszczać , oraz kiedy można robić zdjęcia i czego nie powinniśmy fotografować . I w czasie naszego pobytu , bardziej czy mniej tego pilnowali , ale starali się żeby ich ingerencja nie była dla nas bardzo uciążliwa . Im dłużej żeśmy razem przebywali , tym więcej mogliśmy fotografować różnych sytuacji .

Proszę podać przykład takiej ingerencji w zdjęcie  Na przykład pracujący w polu ludzie, bez żadnych narzędzi . Opiekun się bardzo denerwował, że robię takie zdjęcia,  bo wozili nas do miejscowych najlepszych ich takich PGR , a tam można było zrobić zdjęcie , jak rolnik do bron ma zaprzęgniętego woła . Korea Północna to biedny kraj i często  woły zastępują traktory , a i tych zwierząt nie jest za dużo .  Jak jakieś zdjęcie bardzo nie przypadło do gustu przewodnikowi , to prosił żeby je wykasować . Kiedyś  sfotografowałem kobietę siedzącą w rowie w pokazowym gospodarstwie rolnym i przewodnik kazał zdjęcie skasować , tłumacząc , że ta kobieta odpoczywa i na pewno by nie chciała takiego zdjęcia . Wiec nie dyskutowałem z nim i zdjęcie wykasowałem . Ja również robiłem dużo zdjęć obiektywnie ładnych miejsc , i czasami je pokazywałem opiekunowi , to w końcu uwierzył , ze jestem pasjonatem fotografii i czasem nawet prosił mnie o zrobienie sobie zdjęcia jego aparatem . Na koniec wycieczki doszło do tego , ze siadałem z przodu autobusu obok opiekuna i robiłem zdjęcia przez przednia szybę autobusu i wydaje mi się ze ten bardzo zasadniczy mężczyzna , polubił mnie na swój sposób .

Była również taka sytuacja, że wycieczka poszła pod pomnik Kim Ir Sena i jeden z wycieczkowiczów  zrobił zdjęcie temu pomnikowi, a opiekun mówi:

Proszę wykasować to zdjęcie. - Ale jak to? ,przecież zrobiłem zdjęcie wodzowi prawidłowo, od przodu ( nie można robić pomnikowi wielkiego wodza inaczej niż z przodu i powinna być to cała sylwetka ) Wcześniej też zrobiłem i pan nic nie mówił. - Bo przedtem pan zrobił to zdjęcie dobrze , ale  tutaj widać dwa kable elektryczne, które przecinają wodza takich zdjęć nie wolno robić.

Pomników jest chyba niesamowicie dużo.

 Tak, ale są naprawdę ładne, nigdy takich nie widziałem zrobionych ze smakiem i gdyby były zawody na urodę pomników i muzeów , to Korea Północna miałaby pierwsze miejsce . Po jakimś czasie miałem wrażenie, że czczenie wodza to ich jakby religia. W islamie są meczety  katolicy mają  kościoły...

a w Korei pomniki, bo ich przywódcy , a w szczególności Kim Ir Sen , ma uwielbienie prawie boskie i Koreańczycy traktują cześć oddawaną swoim wodzą mega poważnie .  Oczywiście oni tym  pomnikom się kłaniają , składają pod nimi kwiaty . Ludzie przychodzą w ważnych momentach swego życia pod pomniki z kwiatami  i również prosili nas , ze byśmy uszanowali ich wodzów więc my również kupowaliśmy kwiaty od grupy i składali pod pomnikiem i kłanialiśmy

się   ja oni .  Wydaje mi się że nasi opiekunowie nie wyobrażali sobie, że

mogli byśmy tego nie zrobić . Technicznie wygląda to tak , że nasz przedstawiciel szedł położyć kwiaty , wracał  , i ustawiał się na końcu szeregu grupy i na znak następował wspólny ukłon . Kiedy byliśmy w mauzoleum przy grobie ojca i syna, kłanialiśmy się im również. Najpierw z przodu, potem z lewej strony - od tyłu nie, bo nie wolno - następnie z prawej, i wychodziliśmy. Ale jak przychodzimy do kogoś do domu, a on nam każe ściągnąć buty i założyć kapcie, to możemy być źli, ale powinniśmy to uszanować , a jak się nam nie podoba , to nie musimy więcej tam iść . Kiedy jestem w innym kraju, to również stosuję się do panujących tam zasad i zachowuję się jak gość. Koreańczycy bardzo się starają , żeby turyści czuli się  u nich dobrze i robią wszystko w miarę swych skromnych możliwości , żebyśmy byli zadowoleni . Ale jednocześnie maja bardzo duże poczucie własnej godności , wartości i są wielkimi patriotami . Poszanowanie gości to tez jest element dalekowschodniej kultury i pomimo tylu lat ustroju komunistycznego  , pewne generalne zasady są w nich wpajane od tysięcy lat .

Jak żyje przeciętny Koreańczyk?

 Z przeciętnym Koreańczykiem nie rozmawiałem. Nie byłem też u żadnego z nich w domu, bo nie było takiej możliwości. Ale wszędzie było bardzo czysto , żadnych papierków , worków nylonowych , oraz reklam . Korea jest krajem gdzie za reklamę robią hasła i emblematy komunistyczne , ale i tych nie jest przesadnie wiele . Tz. mała zieleń jest pięknie utrzymana i widać ze

mieszkańcy  bardzo dbają o swoje otoczenie . I nie prawdą jest   co czytałem

,ze na prowincji nic ciekawego nie ma .  Korea Północna ma bardzo ładne i

malownicze tereny ,   które są nie źle przygotowane turystycznie , a które

żeśmy zwiedzali , oraz muzea na wysokim poziomie.

Co najbardziej pana uderzyło podczas pobytu w Korei Północnej?

Koreańczycy mają bardzo w pamięci czasy wojny z Japonią , oraz z USA i czują się jakby osaczeni przez politykę amerykańską . W kraju maja dużo pamiątek i mauzoleów które się odnoszą do okupacji japońskiej , oraz związanych z wojną domową lat 50tych , ale uważają że siłą sprawczą tej krwawej wojny był rząd USA . No i duża część wycieczki była poświęcona tamtym wojennym czasom .

Pokazywani w TV bardzo nieprzystępni i groźni , żołnierze północy okazali się miłymi i otwartymi ludźmi . Łącznie z tym pomimo zakazu robienia zdjęć wojskowym , okazało się że po zapytaniu się czy można foto ,dostaliśmy zgodę i wręcz ustawiła się kolejka do fotek na samej linii demarkacyjnej , gdzie było widać żołnierzy południa . Ponieważ było to dla nas atrakcją , to pilotka przyniosła taką małą drabinkę , żeby można było z niej zrobić lepsze zdjęcia .

Zauważyłem że ludzie na ulicy są bardzo poważni i kiedyś zapytałem opiekuna

wycieczki: czemu się  mało śmiejecie ? Odpowiedział mi, że są poważni, ponieważ idą do pracy i skupiają się na tym, co mają wykonać. Oczywiście ze nie wdałem się z nim w dyskusję , tylko przyjąłem to do wiadomości . Kiedyś się odważyłem i zapytałem się jak mu się podobało w Polsce i odpowiedział mi ze podobało mu się bardzo i Polska to piękny kraj , ale nie potrafił zaakceptować ubioru naszych kobiet a ściślej ich kreacji , które mało co zakrywają .Faktem jest że w Korei kobiety oficjalne - a tylko z takimi mieliśmy do czynienia , są ubrane w eleganckie  garsonki i mojej żonie podobał się tamtejszy oficjalny styl  kobiet. I druga sprawa że w Korei nie widziałem osób z nadwagą , ale to pewnie wynika z ich bardzo skromnej diety . Opowiadał nam przewodnik , że pisały o tym ich gazety , że z okazji dużego święta wojskowego zaserwowano żołnierzom  po kawałku mięsa . No i wystąpiły u nich masowe problemy trawienne , bo byli przyzwyczajeni do koreańskiego zdrowego wyżywienia . Pomyślałem wtedy , że wielu osobą u nas przydałby się czas jakiś nie świąteczny jadłospis żołniersko-koreański , łącznie ze mną , a nie kolejna dieta cud .

Kiedy wycieczka była pod kolejnym  pomnikiem , ja zostałem w autobusie  i obserwowałem ludzi , a to było akurat przy podziemnym przejściu. Mężczyźni byli poubierani tak samo, z jednego rodzaju materiału, dwa kolory takich garniturków  , a kobiety bardzo podobnych  garsonkach , i było widać że to są rodziny . Jednak nie było widać małych dzieci , i dowiedzieliśmy się , że w Korei dzieci jak już nie muszą być pod opieką matki są zapisywane do żłobko-przedszkoli , gdzie mają całodobową opiekę i wracają do domu na weekendy , i nie jest to obowiązkowe , ale jest  źle widziane jak dziecko zostałoby do okresu szkolnego w domu . Generalnie widać ,że Koreańczycy bardzo dbają o młodych i wszyscy są poubierani w takie same mundurki - przypuszczam ze darmowe , a szkoły są często najładniejszymi gmachami w całej miejscowości . Normą są boiska przy szkołach , a w stolicy jest sporo placów zabaw dla dzieci . W stolicy jeśli są kolejki - to tylko do autobusów i Koreańczycy stoją w nich karnie , a taki ogonek potrafi być bardzo długi .

Co ciekawe jak podjeżdża autobus to wszyscy grzecznie wchodzą za kolejnością i nie ma absolutnie żadnego przeciskania i widać ze ten naród ma wpojone że życie aspołeczno grupowe jest przed osobistym .

Widać głód? Biedę?

 

- Żebraków nie widziałem, głodnych również. Nie było też miejsc wyglądających jak brazylijskie dzielnice nędzy - fawele . W stolicy jest mnóstwo nowych bloków mieszkalnych oraz szerokie arterie , a po wojnie z USA w Pjongjangu nie ostał się żaden cały gmach , więc musieli wszystko od nowa zbudować . Co ciekawe , że w tych nowych dzielnicach i w całym Phjonjangu ulice są pustawe .Oczywiście wszędzie gdzie byliśmy  jest  skromnie ale czysto , ale nie można powiedzieć, że wywieźli nas do skansenu , bo przejechaliśmy cały półwysep autobusem i widzieliśmy normalny kraj - ubogo , ale schludnie .Można powiedzieć ze w Korei podstawowym środkiem transportu jest rower i tamtejsze  rowery to porządne terenowe maszyny i widać że właściciele o nie dbają . Wprawdzie nie ma dużo samochodów  , a na drogach po między miejscowościami nie ma ich prawie wcale , ale jeśli już są , to są auta światowych  marek - przypuszczam , że te auta są służbowe . Ale czasem zaczynają się tworzyć w stolicy korki , więc i do nich w końcu dojdzie w jakimś stopniu konsumpcja i zmiany które dotyczą całego świata. Trzeba pamiętać że większość obywateli urodziła się w czasie kiedy krajem rządził Ki Mir Sen  jego syn i obecnie wnuk , więc obywatele niczego innego nie znają i ustrój komunistyczny wydaje im się jedynym możliwym . .Zauważyłem , że Koreańczycy lubią pikniki na trawie i w Pjongjangu widziałem że 1go Maja przy rzece dużo osób spacerowało , a ludzie rozkładali koce i robiły sobie pikniki - to rozrywka tania i rodzinna . Takie same pikniki widziałem również w Iranie , bo Irańczycy są również bardzo rodzinni .

Co zrobiło na Panu największe wrażenie ?

Muzeum Wojny i Pałac Słońca -mauzoleum dla Kim Ir Sena i jego syna Kim Dzong Ila Muzeum Wojny było przepiękne. Oczywiście monumentalne, i całe zrobione z kremowego lśniącego marmuru , ze smakiem, i bez wątpienia tworzone przez artystów. Przed gmachem cały szereg pomników pokazujących walkę ludu z najeźdźcami .Trój wymiarowo bardzo realistycznie zrobione ekspozycje wspaniale podświetlone . Poza nami tam nikogo nie było i generalnie  mało jest zwiedzających Koreańczyków. Jeśli są w Korei zabytki , to poza turystami zagranicznymi nikogo innego tam nie ma . Ale widziałem ostatnio w TV angielski  film o Korei i okazuje się że oni zwiedzają grupowo . Pałac Słońca gdzie spoczywają ojciec i syn jest  również jest ogromny otoczony przepięknymi ogrodami .  Jeszcze nie dawno żaden obcokrajowiec nie miał tam wstępu . Koreańczyków dowozi tam specjalny zielony pociąg który tylko wozi żałobników . Przed wejściem do środka widzieliśmy Koreanki w pięknych kolorowych sukniach jak z opery . Stały w ciszy i niektóre ocierały sobie łzy koronkowymi chusteczkami . Widać ze dla niektórych ten dzień jest jednym z ważniejszych dni w życiu , bo wszystkie są przejęte i widać to na ich twarzach . Ale zanim dojdzie się do pomieszczenia, gdzie leżą przywódcy, narasta  niesamowity klimat który powoli się tworzy ponieważ jedzie się ponad kilometr taśmami przypominającymi te na lotniskach i  robi się coraz bardziej ciemno i mroczono, na ścianach wiszą zdjęcia przedstawiające przywódców ich codziennym życiu . W końcu pojawiają się pracownice mauzoleum

- kobiety w czarnych sukniach, zaczyna grać pogrzebowa muzyka  ,  potem kolejne schody i w końcu to pomieszczenie, większe sali dużego teatru .

Wszystko to robione jest z  bizantyjskim przepychem ,  i całość  robi ogromne  wrażenie  - czerwone atłasowe ściany, błękitne  światła z góry i z boku. Nie wiem, jak oni oświetlają te szklane trumny, ale wygląda to tak, jakby biła z nich jasność. I stojąc przed szklana trumna  myślałem, że śnię ,albo mam jakieś wizje , bo niepodobne to było do niczego co do teraz widziałem .W rogach pomieszczenia  stoją koreańscy żołnierze z pistoletami i całym szamerunkiem , wyglądają  jak wykuci z marmuru  nawet powieka im nie drgnie i taka warta trzymana jest zawsze i w dzień i w nocy.

Był moment, że się pan bał?

Nie, ponieważ tam wszystko jest pod totalną kontrolą i wydaje mi się że w Korei nie ma kryminalnych przestępców . Można było widzieć w każdym prawie miejscu osoby w cywilu , które miał swój odcinek terenu pod dokładną kontrolą .

W jakich na przykład?

 Idziemy do wodospadu w dalekich górach tak ze czterdzieści minut, po drodze zupełna pustka . Nagle na mostku, obok którego przechodzimy, stoi dwóch mężczyzn i patrzy na nas a nie widać żeby mieli cos do roboty , stoją i uśmiechają się do nas . Na ulicach, przy obiektach które oglądamy tez widać mężczyzn , którzy pozornie nie mają nic do roboty poza patrzeniem w koło siebie. Więc nie wyobrażam sobie żeby tam mogła być jakaś przestępczość pospolita . 

Na koniec potwierdzam , ze porada dotycząca wyprawy do Korei Północnej w katalogu Logos Travel Marek Śliwka jest bardzo rzeczowa , ze jedziemy tam żeby poznać inną kulturę , i świat którego nigdzie  już praktycznie nie ma , a nie zmieniać ustrój i to informacja z minimum słów  , a maximum sedna .

Więc będąc tam oglądaliśmy wszystko chłodnym okiem , i tego się nie da porównać z niczym innym , bo to jest inny świat a ja ich nie oceniałem , tylko patrzyłem jak na krainę , która niedługo zaginie ,bo czasu i zachodzących globalnych  zmian  nie da się na dłuższą metę zatrzymać nigdzie.  Jedno jest pewne że Koreańczycy byli bardzo gościnni i przyjęli nas najlepiej jak potrafią i wyprawa minęła jak jeden dzień .

 

Mirek Mokrzycki 2014 r.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 


 

Zdjęcia - Jolanta i Mirosław Mokrzyccy

 

alertUżywasz bardzo starej, nieaktualnej wersji przeglądarki Internet Explorer, w związku z czym strona nie będzie wyświetlać się prawidłowo.
Ze względów bezpieczeństwa zalecana jest jej aktualizacja (Windows 7 i nowsze) lub zmiana na alternatywną np. Mozilla Firefox (Windows Vista, XP i starsze).