preloader

ZIELONA KRAINA OWIEC I GEJZERÓW

MAREK ŚLIWKA

Dziesiątki, setki ludzi biegnących wzdłuż pobocza. Soczysta zieleń trawników wyraźnie kontrastująca z białymi przeważnie ścianami parterowych domków luźno rozrzuconych po okolicy, pokrytych identycznymi kopertowymi dachami z czerwonej dachówki.

To najbardziej charakterystyczny obrazek jaki spotyka przejezdny na krótko po opuszczeniu lotniska w Auckland. Niezależnie od dnia tygodnia, ale przeważnie o stałej porze - rankiem, mieszkańcy tego miasta oddają się ulubionej rozrywce tutejszych mas - bieganiu.
Odnosi się wrażenie jakby co najmniej połowa obywateli wyległa truchtać i kontentować się urodą łagodnych wzgórz, z których z wolna spływają bezgłośne potoki, zatrważająco czyste, których woda ma zwykle kolor chabru lub też amarantu. Potoki płyną dalej nieznacznie zawijając się w kierunku łąk z milionami pszczół i trzmieli, zasysają świeżość traw, zapach tysięcy łąkowych ziół i niosą go ku portowej zatoce, gdzie białe jachty z całego świata wyraźnie odcinają się od granatowych wód zatoki. Ich żagle odbijają się w srebrzystych ścianach szklanych domów - grupy wysokościowców ścisłego centrum miasta, wszystko to zaś wtopione w wiecznie tu zielona i prawie cały czas kwitnącą otoczkę trawników i łąk na zboczach wygasłych wulkanów.
Cała Nowa Zelandia jest jedną wielką łąką. Najlepiej widać to jadąc trasą z Auckland do Rotorua, gdzie zieleń przybiera najrozmaitsze odcienie od intensywnie jaskrawo wiosenne aż po zgaszone pastele lata. Całość uzupełnia ciemna, niemal czarna barwa iglastych borów. Nieprzeliczone stada owiec i sielskość krajobrazu sprawiają, że rodzi się mimowolnie pytanie o granicę miedzy naturalnym pięknem a kiczem. Dopiero w okolicy Rotorua aromat łąk ustępuje zapachowi siarkowodoru. To znak, że wjeżdża się w obszar gejzerów i gotującego się błota. Jednak pomimo mdlącego zapachu, przybywają tu tysiące turystów by na własne oczy zobaczyć niezwykłe zjawiska przyrodnicze.[page] Najbliższa okolica Rotorua kipi, bulgocze paruje i wrze na wszystkie możliwe sposoby. Zdarza się czasami, że ów bulgoczący krater przeobraża się nagle w błotny lub wodny gejzer, odstraszający przerażonych turystów żrącą i wrzącą zawiesiną. Zdarza się też, że stabilny grunt wokół gejzerów zapada się nagle z sykiem pary, wciągając nieostrożną gawiedż w błotną otchłań. Wokół tego wszystkiego unosi się zielonkawożółta mgła, w której jak złe duchy snują się postacie turystów. Wydeptane ścieżki wiją się między sadzawkami rdzawej wody, przechodzą obok oczek wodnych w kolorze pomarańczy lub dojrzałej jarzębiny lub też prowadzą między błota roztaczające drażliwą woń zgniłych jajek.
Często ścieżka niebezpiecznie sprężynuje pod nogami niczym trampolina, grunt tam niepewny i chwiejny, dlatego lepiej tam nie wchodzić.
Od niepamiętnych czasów okolice Rotorua zamieszkiwali Maorysi - ludność pochodzenia polinezyjskiego. Trudnili się zbieractwem, uprawiali ziemię prymitywnymi metodami. Ten prosty lud osiągnął zadziwiająco wysoki poziom w sztuce budowania domów. Do dziś w ich budownictwie zachowała się oryginalna architektura z olbrzymim bogactwem zdobionych detali na zewnątrz budynków. W pobliżu Rotorua jest stosunkowo duże skupisko Maorysów. Wypchnięci z większych miast, tu czują się u siebie i na swoim. W samym mieście znajduje się, działa i wystawia jedyny w kraju teatr Maoryski. Maoryskie domostwa spotkać też można wzdłuż trasy do Woitamo Caves - zespołu unikalnych jaskiń. Zwiedza sieje płynąc łodzią lub pontonem podziemną rzeką. Dla bardziej odważnych przewidziano płyniecie na dętkach. Trzeba wtedy pokonywać wysokie progi skalne, przeciskać się przez wąskie otwory płynąc na dętce z nurtem podziemnej rzeki. Ale trud się opłaca. Kiedy na dany przez przewodnika znak błyska światło latarek, ukazuje się nagle tysiące światełek na sklepieniu jaskini. Wyglądem przypomina to rozgwieżdżony nieboskłon. Okazuje się, że to larwy pewnego gatunku muchy złożone na sklepieniu w taki właśnie sposób odbijają światło, powodując to bajeczne zjawisko.[page]
Jest to jedyna tego typu jaskinia na świecie, ale nie jedyna i nie ostatnia atrakcja Nowej Zelandii, która mimo, że jest krainą odległą, wabi ku sobie coraz szersze rzesze zwiedzających. Dodatkową atrakcją dla przybyszów z Polski jest pani Maria Nowak mieszkająca w Auckland. Pani Maria, działaczka tamtejszej Polonii chętnie pokazuje swoje miasto i okolice przybywającym na Nową Zelandię polskim krajoznawcom. Jej entuzjazm, kiedy mówi o swojej nowej ojczyźnie jest często bardzo zaraźliwy. Szybko się udziela zwiedzającym, biorą wówczas do rąk swoje notesiki i coś w nich piszą. Prawdopodobnie poprawiają miejsce w rankingu najładniejszych krajów świata.

0000-00-00
alertUżywasz bardzo starej, nieaktualnej wersji przeglądarki Internet Explorer, w związku z czym strona nie będzie wyświetlać się prawidłowo.
Ze względów bezpieczeństwa zalecana jest jej aktualizacja (Windows 7 i nowsze) lub zmiana na alternatywną np. Mozilla Firefox (Windows Vista, XP i starsze).