preloader

SAMOA - wyspy szczęśliwe

Marek Śliwka

Miarowy, rytmiczny, nasilający się z minuty na minutę rytm bębna.
Ckliwa i łagodna muzyka gitar...
Błyskające w urzekających uśmiechach niezwykłej białości zęby bosonogich tancerek, przyozdobionych w girlandy orchidei. Wonny aż do zawrotu głowy zapach, spotęgowany przez dopiero co powstającą rosę.
Równie zdobni, a niewiarygodnie zręczni tancerze w tle, rozświetlonym mdłym światłem mlecznej drogi i ledwo widocznym nad horyzontem Krzyżem Południa.Wieczorny, ulotny jak zwiewna mgła nastrój, przesycony magiczną atmosferą ciepłych mórz południowych.

To Samoa Zachodnie - zagubionych gdzieś na Pacyfiku kilka wysepek. Z dala od wielkiego świata, na uboczu rządzących tym światem zawiłości, toczy się odmierzane rytmem dnia i nocy niespieszne życie wyspiarzy. Natura wyjątkowo szczodrze obdarzyła ten zakątek. Tonąca w zieleni i kwiatach, wyspa jest żywym wyobrażeniem utraconego pochopnie raju. Wśród łagodnie falujących nadbrzeżnych palm, targanych lekką bryzą, baraszkują dzieciaki. Pyzate, szeroko uśmiechnięte, figlarnie spoglądają na rówieśników. W ich czarnych jak heban źrenicach, przegląda się zawsze tu błękitne niebo. Gdzieś dalej od brzegu, za wioską, snują się dymy. To tubylcy - rodzice tych dzieciaków wypalają tropikalną knieję, poszerzają poletka. Dwóch dżentelmenów w spódniczkach i koniecznie boso - gawędzi. Dymy snują się nisko tuż przy ziemi. Przesycają otoczenie wonią kadzidła i tysięcy ziół zmienianych w żyzny popiół. Na glinianym dukcie wijącym się kreto pośród zabudowań wioski pojawił się młodzieniec z niezliczoną ilością orzechów kokosowych na długim kiju. Kokosy kołyszą się w rytm jego kroków.
Dzieciaki znalazły nową zabawę. Brodząc po kolana w strumieniu, wypatrują jakichś stworzeń w wodzie tak przeźroczyście czystej, iż wydaje się to nierealne. Woda przeważnie w odcieniu turkusa, czasami przybiera barwę seledynową. Gdzieniegdzie spod nieskazitelnego piasku sterczy bryła zastygłej magmy. [page]To widoczny świat wulkanicznej, niespokojnej przeszłości tych wysp. Nic nie mąci trudnego do zdefiniowania spokoju, nawet charakterystyczne basowe dźwięki wydmuchiwane na olbrzymich morskich muszlach po zapadnięciu zmroku. To tylko znak, że czas na wyciszenie po zbyt intensywnym czy może nazbyt pospiesznie spędzonym dniu ...
To wołanie do celebracji spokoju i ciszy. Przez pół godziny przytłumione dźwięki roznoszą się wtedy wzdłuż całej wyspy. Na ten czas starszyzna wioski siada w krąg, w nabożnym skupieniu. Za ich plecami cała reszta. Tylko dzieciaki wiercą się niecierpliwie. Kończy się pracowity i jakże znojny dzień na dalekim Samoa. Dziewczęta ubierają się na nowo w girlandy kwiatów. Muzykanci stroją instrumenty. Mężczyźni nacierają torsy olejem palmowym. Przy migotliwym świetle dogasającego ogniska połyskują drgające pod skórą mięśnie. Za kilkanaście minut zaczną się tańce i śpiewy przy wtórze muzyki. Zaśpiewają wtedy wszyscy. Na kilka głosów i bez dyrygenta. Śpiew, który jest strawą dla duszy jak chleb powszedni dla ciała, poniesie się, napełniając otoczenie rytmem delikatnej muzyki. Taki jest bowiem na Samoa odwieczny rytm nocy, po którym nastąpi kolejny pracowity i znojny rytm dnia.
0000-00-00
alertUżywasz bardzo starej, nieaktualnej wersji przeglądarki Internet Explorer, w związku z czym strona nie będzie wyświetlać się prawidłowo.
Ze względów bezpieczeństwa zalecana jest jej aktualizacja (Windows 7 i nowsze) lub zmiana na alternatywną np. Mozilla Firefox (Windows Vista, XP i starsze).