preloader

MADAGASKAR - na bezdrożach świata

Marek Śliwka

Rdzawy pył, wysuszonej na popiół ziemi pokrywa wszystko równą, czerwonawą, cienką warstwą.
Także spalone słońcem, zdrożone ciała wędrowców, zapuszczających się z rzadka na malgaski płaskowyż.
Droga a raczej rozjeżdżony, wyboisty dukt, co jakiś czas schodzi w dół, w koryto ledwo co sączącej się o tej porze rzeczki.

Półciężarówka pełna ludzi, prowiantu i bagaży, wyładowana do granic wytrzymałości, kołysze się miarowo na nierównościach drogi. Czasem tylko przechyla się niebezpiecznie na jedną lub drugą stronę, kiedy dziura w drodze jest większa. Znużeni długą jazdą i upałem wędrowcy na chwilę ożywiają się. Wtedy odruchowo odchylają umęczone ciała w kierunku przeciwnym do przechyłu. Wszyscy, łącznie z powożącym wehikułem kierowcą, mają całkowitą świadomość, że przy gwałtowniejszym przechyle ciężarówka może runąć na bok. Jeszcze gorzej wygląda to na zjazdach do głębokich parowów. Z powodu obezwładniającego upału mało kto potrafi wykrzesać z siebie tyle siły aby wyobrazić sobie skutki takiej wywrotki. [page] To prawdopodobnie główny powód, że nikt nie protestuje, mimo że na wielu twarzach wyraźne zmęczenie miesza się coraz bardziej z grymasem strachu.
Część grupy podróżników wdrapała się na dach ciężarówki. Z tej wysokości łatwiej jest ogarnąć cały krajobraz z porozrzucanymi tu i ówdzie wioskami w kolorze sepi. Szaro- brunatno-czerwonawy krajobraz ożywiają gdzieniegdzie pojedyncze krzewy kaktusa lub z rzadka dziko rosnących drzew akacji. Liście drzew dawno pokryły się wszechobecnym kurzem. Są szarawo-brązowe, jak całe otoczenie. Spękana czerwona ziemia zdaje przywodzić na myśl fakturę skóry staruszki, pooranej bruzdami zmarszczek. Przeźroczyste powietrze faluje od gorąca, zmieniając całą przestrzeń o osobliwą fata-morganę. Wyniosłe pagórki jawią się jak przycupnięte, krągłe chaty wiosek. Znikają i pojawiają się nagle za linią horyzontu aby równie nagle zniknąć, kiedy zmienia się optyka widzenia. Wszystko co żyje zastyga w bezruchu, chowa pod dach lub pod drzewo, które zresztą prawie nie daje cienia. Zakurzone listowie wisi nijak, bezwiednie, jak gdyby w pozie oczekiwania na ożywczy deszcz. A deszczowe chmury nadciągną tu dopiero za miesiąc. Wtedy to wiatr, który porwie się przed burzą strząśnie szary pył, wprawi w ruch gałęzie i liście, a za nim przyjdzie deszcz, otworzy się niebo, lunie wodą, spijaną łapczywie przez każdą grudkę ziemi i każdy zasuszony na wiór liść. Ale póki co, olbrzymia słoneczna kula wysusza resztki wilgoci i wypala wszelką nadzieję na rychłą zmianę tego stanu rzeczy.Blaszane pudło ciężarówki rozgrzewa się prawie do czerwoności. Metalowe części zaczynają parzyć przy dotyku. Na szczęście ruch ciężarówki powoduje lekki przeciąg, co daje pewną ulgę. [page] Na horyzoncie pojawia się następna wioska; robione są kolejne zakłady - zjawa to czy rzeczywistość? Okazuje się, że tym razem to najprawdziwsza wieś, pełna rogatego bydła zebu, zamkniętego przeważnie w zagrodach z kolczastych krzewów, oraz niezliczonej ilości dzieciaków, które nie wiadomo skąd i jak wyrastają nagle przy ciężarówce. Patrząc, jakie poruszenie wywołuje nasze pojawienie się w wiosce, odnieść można wrażenie, że podobny wehikuł, pełen białych dziwolągów, jeszcze tędy nie jechał lub też jechał ale bardzo, bardzo dawno temu. Obserwuję z dachu ciężarówki jak tłum już nie tylko dzieci ale także ich matek, sióstr i mężczyzn - kłębi się, kotłuje, przewala z miejsca na miejsce, gestykuluje, błyska oczami w naszym kierunku, a czasem przymilnie uśmiecha.. Spontaniczne zbiegowisko na niezwykłą, jak się zdaje, okazję, ściąga coraz to nowych widzów. Mimowolnie rodzi się pytanie jak ci ludzie radzą sobie na tej nieurodzajnej, jałowej ziemi.
W imieniu społeczności odpowiada Starszy Wioski - głównym żywicielem jest mało wybredne bydło zebu - powiada. Malgasze podobnie jak Masajowie w Kenii zajmują się hodowlą, przemierzając za swoim stadem dziesiątki kilometrów w poszukiwaniu pastwisk, żywiąc się przeważnie mlekiem zmieszanym z krwią nieraz tylko uzupełniając jadłospis dziko rosnącymi bananami w głębokich parowach. W ich życiu nic się nie zmienia. Żyją tak z pokolenia na pokolenie przekazując umiejętności przetrwania suszy , zaradzenia chorobie oraz rytualnych praktyk religijnych. Nie znają innego stylu życia i są na swój sposób szczęśliwi. Najbardziej wtedy kiedy kończy się upalna pora sucha i przychodzą deszcze. Bez deszczu wyschnie bowiem ostatnie źdźbło trawy i padnie w końcu ostatnia sztuka zebu. A bez zebu nie ma życia. [page] Dlatego Malgasz w buszu równie mocno zabiega o rodzinę i siebie jak o bydło. Nie dziwi więc już fakt, że kolczaste zagrody pełne zebu mieszczą się pod rachitycznymi akacjami, dającymi choć trochę cienia. Chaty zaś buduje się z konieczności na otwartej słonecznej przestrzeni. Same chaty ulepione z czerwonej gliny i kryte trzciną z nadrzecznych szuwarów , znakomicie łagodzą upał. System otworów w ścianach i dachu wywołuje cyrkulacje powietrza i wrażenie chłodu. Wnętrze przeważnie bardzo skromnie wyposażone, obowiązkowo musi posiadać palenisko na środku glinianej polepy. W porze suchej uprawia się tu, na poletkach schodzących w stronę rzeki, maniok, proso, bataty. Gromadzi się to wszystko na chudy czas pory suchej i wykorzystuje do przygotowania gorącej strawy. Palenisko bardzo się wtedy przydaje. Spoglądam po zgromadzonej gawiedzi. Mimo, iż to końcówka pory suchej nie widać żeby dzieciaki były jakoś specjalnie wygłodzone. Nie widać tak charakterystycznych dla innych regionów Afryki wydętych brzuszków. Są smukli, każdy z nich mógłby pracować w reklamie pasty do zębów, mimo że nie wiedzą póki co, do czego służy pasta i szczoteczka. Są ruchliwi, rozwrzeszczani i wścibscy jak wszystkie dzieci ziemi. Pewnie też nie zdają sobie do końca sprawy, że wypadło im żyć i mieszkać - gdzieś tam na obrzeżu czy też końcu świata. Wyjeżdżamy z wioski kierując się w stronę Parku Narodowego Catta, gdzie podobno żyje jeden z najbardziej płochliwych gatunków lemurów.[page] Wcale nie ma pewności czy warto było tak się trudzić, czy w ogóle zobaczymy rzadkie lemury. Ale pasażerowie ciężarówki już teraz nie żałują trudów karkołomnej drogi. Zapominają o upale, o wybojach. Zawzięcie dyskutują o życiu tych biednych, ale chyba przecież na swój sposób szczęśliwych ludzi.
Odkrywając przy tym nowy wymiar podróżowania. Ogląd świata od strony jego cieni, próba zrozumienia co w malgaskej dusz gra...
Arkady Fiedler chyba miał rację. Madagaskar to Okrutny Czarodziej...
0000-00-00
alertUżywasz bardzo starej, nieaktualnej wersji przeglądarki Internet Explorer, w związku z czym strona nie będzie wyświetlać się prawidłowo.
Ze względów bezpieczeństwa zalecana jest jej aktualizacja (Windows 7 i nowsze) lub zmiana na alternatywną np. Mozilla Firefox (Windows Vista, XP i starsze).